Mirki, historia miała trafić…

Mirki, historia miała trafić w komentarz poprzedniego wpisu, ale wyszła tak długa, że postanowiłem z niej zrobić osobny wpis 😀
Otóż kupiłem wczoraj auto…
Auto jest od mojego kuzyna. On ma je od 12 lat. Od 11 lat używał go sporadycznie. Od dwóch lat zrobił łącznie 4 kilometry. Przez 10 lat auto parkowane było pod wiatą. Od roku na podwórku.
Zamarzyłem o tym samochodzie jak kuzyn tylko je kupił. Uświadomiłem sobie jego zajebistość jak mnie przewiózł.
Dwa lata temu kupił E65L i wiedziałem, że chce to auto sprzedać i że chce za nie około 20 tysięcy. Ja wtedy wykańczałem mieszkanie, miałem niedawno kupioną MX5 i nie miałem ani takich pieniedzy, ani czasu, ani nawet głodu tego auta (przez wspomniane MX5).
Rok temu sobie przypomniałem o tym aucie. Projekt MX5 był już blisko tego, co chciałem osiągnąć. Chata skończona więc czasu więcej. Znów odłożyłem jakiś grosz na rozwalenie.
Wtedy mocno pożałowałem tego, że nie wziąłem tego auta i że taka okazja się już nie powtórzy.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy w zeszłym tygodniu okazało się, że auto jeszcze nie zostało sprzedane, bo „klienci byli handlarzami” a mój kuzyn chce za rok przyjechać i zobaczyć, że ktoś jeszcze o jego perełkę zadbał. Oczywiście nie mogło być inaczej niż żebym się napalił jak szczerbaty na suchary.
No więc pojechać mogłem dopiero wieczorem. Pojechałem, zobaczyłem auto na chodzie, z mchem na uszczelkach i glonami w reflektorach. W środku niewysiedziane skóry, bogate wyposażenie, jakieś ryski. Na zewnątrz oprócz bogatej flory, hologramy po „polerce” u lakiernika po wylewie, przerobiony wydech z 3 calowymi rurami w chromie, dodatkowa dziura na antenę do CB. Dodatkowa antena przyczepiona do dachu (pod spodem jeszcze więcej glonów). Auto ma kluczyk, który pasuje tylko do stacyjki. Reszta jest otwierana pilotem na kluczyku albo przyciskiem wewnątrz auta. Pobawiłem się szyberkiem, otworzyłem bagażnik przyciskiem. Za 5 minut już nie dało się otworzyć bagażnika przyciskiem. Pewnie jakiś bezpiecznik, albo wiązka. Zobaczymy.
Umówiłem się z kuzynem, że pożyczę to auto na dwa-trzy dni. Sprawdzę je, wstępnie wycenię naprawy i zdecyduję o zakupie. Auto trzeba było ubezpieczyć.
W punkcie ubezpieczeń kuzyn dowiedział się, że PZU zerwało poprzednią umowę gdyż była nieopłacona i ma teraz dziurę w ubezpieczeniu. Jak ubezpieczy od nowa, to na 100% wyskoczy to komuś w UFG i dostanie 4200 zł kary. Zasugerowano ukrycie tego faktu chociaż częściowo poprzez ubezpieczenie od razu na nowego właściciela. To wykluczyło możliwość przetestowania auta przed zakupem.
W międzyczasie odpaliłem mobile.de i zobaczyłem, że auta z tym silnikiem i tym przebiegiem kosztują od 7k EUR do 17k EUR, a średnia to około 12k.
Powziąwszy wiedzę o braku możliwości przetestowania i o cenach za zachodnią granicą, zdecydowałem, że sprawdzę już tylko podłogę i jak będzie ok, to go po prostu wezmę.
Mieliśmy podjechać do warsztatu który jest 500m od domu kuzyna i wjechać na kanał.
Jak przyjechałem rano, to okazało się, że klemy od prostownika nie były dokładnie podłączone i auto zgasło podczas wyjazdu na ulicę i nie chciało odpalić. Musieliśmy ciągnąć kilka przedłużaczy od domu i ładować auto stojące w poprzek wiejskiej ulicy. To był pierwszy znak, że BMW nie chce opuszczać starego domu.
Po 20 minutach ładowania pojechaliśmy na warsztat. Tam okazało się, że podłoga wygląda jak w 5 letnim aucie czyli jak w rocznej Maździe lub dwuletnim Fordzie. Zapłaciłem i pojechałem do pracy oraz ubezpieczyć auto. Auto zostało podłączone do prostownika.
Wróciłem po nie z kumplem wieczorem. Odłączyliśmy prostownik, pobajerowaliśmy, wsiadłem i ruszyłem. Kuzyn zawołał mnie, żebym jeszcze na chwilę wyszedł.
Okazało się, że maska jest krzywo, tak jakby od prawej strony (patrząc od frontu) coś pod nią było. Maski nie otworzyliśmy przez kwadrans, bo nie umieliśmy. Ja miałem dość już tej walki i postanowiłem oddać to do warsztatu właśnie w takim stanie.
Ryzyko było takie, że jak go zgaszę, albo jak mi zgaśnie i jak zbraknie prądu to nie podłączymy go ani w bagażniku, ani pod maską więc zostanie gdzieś na poboczu, albo pojedzie lawetą. Na stacji paliw go nie gasiłem, zaplanowanego Macdonalda odpuściliśmy 😀
Po drodze dziwnie się czułem patrząc na wskaźnik chwilowego zużycia paliwa, który podczas jazdy 70km/h pokazywał 20l/100km. Na szczęście po chwili zmienił bieg i spadł na 11l/100km 😀
Wróciłem do domu, wjechaliśmy do garażu i przyszedł jeszcze jeden kumpel. Postanowiliśmy otworzyć maskę i nawet nam się udało. Okazało się, że po prawej stronie zamek maski jest stale zamknięty i ucho maski do niego nie weszło. Dlatego wyglądało to, jak by coś było pod maską.
Chwilę pogrzebaliśmy i wyszło na to, że ten zamek nigdy się nie blokuje. Wyciągnęliśmy sobie linkę do otwierania tego lewego zamka na zewnątrz i zaknięliśmy maskę. Okazało się, że od trzaśnięcia maską prawy zamek się naprawił. Fajnie, ale nie jest już podłączony do żadnej linki 😀
No trudno. Trochę pogrzebaliśmy sposobami własnymi i tymi z internetu i nie zadziałało nic. Jutro rano i tak jedzie do mechanika więc ogarną.
Za tę pomoc przy masce postanowiłem przewieźć kumpla i pokazać mu co to za maszyna XD
Zdążył powiedzieć, że nie jechał jeszcze takim mocnym autem (a nie jechałem szybciej niż 80), przejechaliśmy dwa kilometry i auto przestało reagować na gaz 😀
Zjechaliśmy na pobliskiego Shella z tempem 2km/h (tyle, co auto jedzie bez gazu na automatycznej skrzyni) i go zostawiliśmy. Było około 22:00. Wróciliśmy Uberem, bo kumpel był na bluzie, a tu -2 stopnie 😀
Dziś rano podjechałem na warsztat. Chłopaki poczuli powagę sytuacji i od razu ze mną pojechali otwierać maskę. Walczyli godzinę, nie otworzyli. Stwierdziliśmy, że go holujemy. Ucho haka w bagażniku, bagażnik się nie otwiera, bo pewnie bezpiecznik, bezpiecznik pod maską.
Mamy wspólnego znajomego pracującego niedaleko warsztatu, który też ma E38. Jedziemy pożyczyć hak. Dał nam klucz, ale uprzedził, że auta nie ruszał od 4 miesięcy i że ostatnio jak był mróz to nie mógł otworzyć bagażnika. Bagażnika nie otworzyliśmy.
Wróciliśmy na warsztat i zamówiłem lawetę. Dopiero piąta laweta powiedziała, że przyjedzie. Wcześniejsze numery nie odbierały. Jednemu nie działała wyciągarka. Dobra, będzie za pół godziny.
Pojechałem na Shella. Przyjechał bardzo miły pan, któremu jak powiedziałem, że nie mam haka, to powiedział, że sobie jakoś poradzimy. Jak usłyszał, że nie mogę otworzyć maski, to powiedział, że to nie możliwe, że nie da się otworzyć maski i że zaraz mi ją otworzy. W lawecie nie miał śrubokręta, ale miał dwie anteny samochodowe przerobione na haki do otwierania różnych zamków 😀
Walczył godzinę – nie otworzył. Rozwalił rękę i krew wycierał w śnieg. Namawiałem go, żeby odpuścił, bo sam musiałem się już na poważnie zbierać do pracy. Zawieźliśmy auto do warsztatu.
Pan z lawety – przesympatyczny pan w wieku mojego ojca, traktujący zawód jako powołanie, bardzo ambitny. Pan powiedział, że to drugi raz, kiedy w swoim życiu się poddał. Pierwszy raz to było odkręcenie jakiegoś koła, a teraz był drugi raz, ale poddał się tylko dlatego, że nie byliśmy u niego na warsztacie i nie miał narzędzi. Jak mu powiedziałem, że być może po prostu mechanizm jest tak zapieczony, że nie da się go otworzyć, to powiedział, że mam w poniedziałek dzwonić jeśli chłopaki na warsztacie tego nie otworzą i on przyjedzie po to auto i otworzy tę maskę u siebie na warsztacie 😀
Skasował tylko za lawetę, stawkę Gdańską. Powiedział, że nie liczy nic za tę godzinną walkę i nie policzył.
Powiedziałem mu, że skoro jest to drugi dzień posiadania E38 i już się spotkaliśmy, to pewnie się jeszcze spotkamy.
Auto zostało na warsztacie. Na tę chwilę to koniec historii, chociaż czyję, że to dopiero początek 😀
#pokazauto #bmw #e38 #bmw750 #v12 #samochody #motoryzacja

Powered by WPeMatico